O traceniu na własne życzenie


Nagle zrywasz więzy z przeszłością. Zmieniasz miejsce zamieszkania. Zmieniasz swój status. Czy choćby postanawiasz zmienić swoje postępowanie, swój wizerunek, w oczach swoich czy cudzych. Awansujesz. Realnie, czy w oczach swoich. Czyli po prostu: Odzywa się ambicja. Ale brakuje pewnego jej kolegi. Rozumu. Skromności i powściągliwości też. Co się wtedy dzieje?

Odsuwasz od siebie swoją rodzinę. Odsuwasz swoich znajomych. Spychasz na margines swojego życia i swej uwagi ludzi wartościowych, tobie oddanych, czy choćby nawet tylko lojalnych. Bo jesteś zmęczony ich wizytami, ich słowami, nimi samymi jako takimi. Wyrzucasz na śmietnik ofiarowane przez nich dary, ich starania i uwagę, dosłownie i w przenośni. Mijasz ulice na których mieszkają z niechęcią, z urazą, z zapiekłą złością może nawet. Bo kiedyś to, bo kiedyś tamto… Coś ci wbrew wyrządzili. A ty przeprowadziłeś bezwzględne odkurzanie swego życia. Tym państwu już dziękujemy. Idźcie stąd, zostawcie mnie. Nie są toksyczni, wrodzy. Ich pechem jest to tylko, że stają się tobie niewygodni, niepotrzebni. Twoim pechem.

Przychodzi jednak taki dzień. Nieważne kiedy. Nieważne jak bardzo wtedy jesteś sam, zagubiony, zawiedziony, skopany przez życie, zmęczony kolejną porażką. To ma drugorzędne znaczenie. Jaki powód, jakie przyczyny. Ważne że coś w tobie ciebie odmienia. Jakiś impuls, jakieś doświadczenie. Jedno. Drugie. Wczoraj. Dziś. Za rok. Ważne że coś w tobie ulega zmianie. Postępuje pewien proces.

Zaczynasz żałować. I wtedy rozumiesz. Jak haniebnie głupi byłeś. Jak wiele straciłeś. Oni dają sobie radę bez ciebie. Doskonale może nawet dają sobie radę. Nie jesteś im potrzebny. A może przeciwnie: bardzo im cię brak. Jakkolwiek jest. Wszyscy oni noszą w sobie bolesny uraz. Że ich odtrąciłeś, o nich zapomniałeś, nie dzwonisz do nich. I nie chodzi tu o relacje które tak po prostu zamierają, mimo woli, bez kontroli, bezwiednie. Ale mowa tu o relacjach, które sam zabijasz. Sam odsuwasz od siebie ludzi. Żle oceniwszy ich rolę w twoim życiu.

Nie przebieraj. Bierz wszystko co daje ci los Nie wiesz co i kogo stracisz. Nie odbieraj sobie sam. Nikogo i niczego. Najmniejszej szansy. Najmniejszego krewnego. Nie wiesz co ci dadzą, kiedy pomogą, czego nauczą. I nie wiesz ile za to zapłacisz. Żadne ambicje, żadna wyniosłość, żaden wstyd, żaden żal, żadna korzyść. Nie zrekompensują i nie usprawiedliwią twojej pychy. Tej jadowitej mieszanki głupoty, chorej ambicji, chciwości, ślepego żalu i rewanżyzmu, pragnienia zmiany na lepsze i niecierpliwości.

Im większy krąg twej rodziny i znajomych, im większa twa Pruna, tym większy twój świat codzienny i niecodzienny. Tym większa twa mądrość. Tym większą twa wdzięczność. Za to że są. Za to że jesteś. Za to że żałujesz. Za to że zrozumiałeś.

Spread the love

Dodaj komentarz