Nabrałem pięknej perspektywy


Nabrałem pięknej perspektywy. Wróciłem do domu po ciężkiej charówie. Ochoty na nic. Tylko spać. A nagle optymizm się we mnie wlał. I jakaś siła. Wiara. Trudy życia nie zabijają. Choć bywają na granicy śmierci. Jeśli przetrwasz. Wzmacniają. Trzeba tylko znaleźć rozwiązanie. I mieć z kim wypełniać swoje zadanie. Jeśli jesteśmy sami, to spalamy się jak żagiew na wietrze. Nic z nas nie zostanie. Nawet blasku ognia nikt nie zauważy. Jeśli zaś mamy dla siebie kogoś, to wzajemnie się dzielimy. Troską, znojem, radością, ulgą. Napędzany się wzajemnie, inspirujemy, wzmacniamy, leczymy. Uczymy. Pomagamy sobie zrozumieć. Siebie samego. I świat.

Wszystko polega na zrozumieniu. Na otwartości swego Ja na doznania jakie niesie nam świat. I inni ludzie. Z ich przypadkowych lub przemyślanych i współzależnych decyzji. Tworzymy swój los. Dostajemy od nich kolejne klocki naszej układanki. Od całego świata dostajemy, całą masę. Płacimy za nie, najczęściej. Prezenty są rzadko. Nie musimy ich akceptować i brać za swoje, za swoje postrzeganie, za swoją opinię. Ja pozostaję na swoim stanowisku. Ale tak się kształtuję, tak uczę. By nie urazić swoich dłoni, gdy wezmę coś twojego, świecie…

Spread the love

Dodaj komentarz