Dla kogo jest ten cały gaminizm, te wszystkie słowa o wytchnieniu, harmonii, kontemplacji, radości ze zwykłej codzienności? Przyjemność z codzienności. Komu to potrzebne? Kto zwraca na takie codzienne rzeczy uwagę, szczególną uwagę? Odpowiadam. Człowiek zmęczony, człowiek zmęczony życiem, codziennością, bieganiem, brakiem wytchnienia, znużeniem, starą duszą, potrzebą tego minimalnego nawet zakątka spokoju, intymności, wytchnienia właśnie. Religia zmęczonych ludzi?
W dużej mierze tak. Bo dopiero wtedy dostrzegasz znaczenie małych rzeczy, codziennych rzeczy; tak małych, że wielkich tak że tak cię przerastają, że nie masz świadomości ich istnienia. Kiedy biegniesz, kiedy młodość czy wigor i witalność są twoją energią „załadowaną fabrycznie”, kiedy po prostu cię niesie po świecie. Nie przystaniesz dla nich. Po prostu je użyjesz. Bo są. Zjesz, pójdziesz, zobaczysz, usłyszysz, poleżysz, prześpisz się. I dalej. W wir zdarzeń. A w twym notatniku nie zapiski z dnia tylko plan dnia…
Ale kiedy przyjdzie twój etap wyciszenia, zatrzymania nawet. Potrzebę wyniesienia codzienności do rangi święta będziesz brał za korzyść. I brał z tego będziesz. Dostrzeżesz. Weźmiesz. Wzmocnisz się. Odpoczniesz, nauczysz się czegoś nowego o sobie i o otoczeniu. Refleksyjność, kontemplacja, regeneracja. Rozumienie siebie, ludzi i świata. Starszy lub zmęczony jakoś bardziej rozumiesz.
